„Sztuka Dialogu” w radiu RDC

Wczoraj byłem gościem programu „Sztuka Dialogu” w radiu RDC. Debata zaczęła się od tematu pomnika Bitwy Warszawskiej. Bardzo dobrze, że wreszcie Polacy chcą świętować zwycięstwa, a nie porażki i warto, by monument upamiętniający zwycięstwo nad bolszewikami powstał. Nie możemy jednak zapomnieć o rzeczach bardziej „przyziemnych”, a dotykających życia zwykłych obywateli. Przypominałem więc, że PiS nieustannie podwyższa podatki (wprowadził już ponad 30 nowych), a Platforma fatalnie zarządza Warszawą (niszczenie miejskiej infrastruktury, np. zakorkowanie ul. Grochowskiej po jej zwężeniu do dwóch pasów). Inni uczestnicy dyskusji wspominali także o problemach polskiej oświaty, więc w tym kontekście przypomniałem o sposobie na rozwiązanie tych problemów: partia KORWiN (Partia Wolność) i cała Konfederacja popierają wprowadzenie bonu edukacyjnego, który podniesie jakość nauczania i da rodzicom możliwość wyboru najlepszej oferty edukacyjnej dla swoich dzieci. Całość rozmowy można odsłuchać pod linkiem: https://www.rdc.pl/podcast/sztuka-dialogu-rada-warszawy-podjela-decyzje-o-upamietnieniu-bitwy-warszawskiej-pomnikiem-przy-placu-na-rozdrozu/

Sprawiedliwość społeczna

Gdy komuniści chcą kraść, najczęściej powołują się na „sprawiedliwość społeczną”. Ale nie bez powodu – o tejże słusznie się powiada, że ma tyle wspólnego ze sprawiedliwością, co krzesło elektryczne ze zwykłym krzesłem.

Działaczka komunistycznej partii Razem w wywiadzie dla Rzeczpospolitej wzywa do okradania bogatych przez socjalistyczne państwo

Liberalna niedziela po raz 100!

Jubileuszowy, 100. odcinek „Liberalnej niedzieli”. Podsumowanie tego co się zmieniło przez ostatnie 100 tygodni w polskiej polityce i sytuacji środowisk wolnościowych

Wywiad dla Mediów Narodowych

W dzisiejszym wywiadzie dla Mediów Narodowych mówiłem m.in. o propagandzie TVP; wygłupach urzędników warszawskiego ratusza, którzy antykomunistyczną przyśpiewkę „A na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści” uznali za… „mowę nienawiści”; sprawie Stanisława Michalkiewicza, który przegrał proces o którym sąd nie raczył go poinformować; koalicji PiS-Lewica opartej o umacnianie socjalizmu i pisowskie zaniechanie obrony życia; prezydenckich prawyborach. Zachęcam do oglądania 🙂

Hejt wobec Stanisława Michalkiewicza

Warto obejrzeć wywiad z redaktorem Stanisławem Michalkiewiczem, wściekle hejtowanym w ostatnich 24 godzinach przez skrajnie lewicowe media akurat w czasie, kiedy stał się ofiarą patologii wymiaru „sprawiedliwości”. Kilka dni temu ten niezwykle utalentowany publicysta, którego felietony czytam regularnie z ogromnym zaciekawieniem, stał się ofiarą dokonanej przez komornika kradzieży prawie 200 tysięcy zł ze swoich dwóch kont bankowych. Jak do tego doszło? Otóż niejaka Żaneta Kąkolewska, lepiej znana pod pseudonimem „Katarzyna” wytoczyła mu proces. Sąd jednak nie był łaskawy pozwanego poinformować o procesie, tylko zaocznie przyklepał „wyrok”, no i podobnie jak sąd także komornik też nie przejmował się takimi „błachostkami” jak sprawiedliwy proces. Gdy jest okazja przywalić „prawakowi” to przecież paragraf się znajdzie, a nawet jak się nie znajdzie to co z tego. Redaktor Michalkiewicz miał kasę na koncie, no to już nie ma, i co im zrobicie?
Ale myliłby się kto myśli, że chociaż wobec tak jawnego sądowego i komorniczego bandytyzmu media staną po stronie ofiary. Zamiast tego kolportują fakenewsa jakoby red. Michalkiewicz ujawnił dane pani Kąkolewskiej (w rzeczywistości uczynił to dziennik Fakt).
A wywiad polecam nie tylko ze względu na tło tej kompromitacji sądownictwa (nie pierwszej i pewnie nie ostatniej) ale i ciekawe spostrzeżenia red. Michalkiewicza m.in. o expose premiera Morawieckiego, sprawie ustawy 447 i relacji z USA, kwestii obrotu bezgotówkowego i wreszcie szansach Konfederacji na odegranie roli w obecnej kadencji Sejmu. Przynajmniej we wRealu24 można posłuchać wybitnego publicysty a nie jego hejterów.

Zostałem wybrany do Rady Krajowej Partii KORWiN

Na kongresie 10 listopada 2019 zostałem wybrany na członka Rady Krajowej Partii KORWiN, uzyskując 11. wynik spośród 77 kandydatów. To dla mnie ogromny zaszczyt i zobowiązanie. Członkom partii serdecznie dziękuję za zaufanie. Zaufanie tym większe, że w partii jestem od niedawna (choć już wcześniej rozważałem zapisanie się, a w wyborach wspierałem kandydatów partii KORWiN startujących z list Konfederacji).

Wstąpiłem do partii KORWiN

Szanowni Państwo! Zdecydowałem się przystąpić do partii KORWiN. Sprawa jest jasna: polska prawica zjednoczyła się wokół Konfederacji, a jej wolnościowym skrzydłem jest właśnie Partia KORWiN. Dlatego dla mnie jako wolnościowca to naturalny krok.

Wpłacam na akcję „Mur(al)em za Łupaszką!”

Polonofobiczni radni Białegostoku zhańbili swoje miasto likwidując ul. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”, uzasadniając swoją decyzję kłamstwami powtarzanymi za komunistyczną propagandą. W takiej sytuacji warto wesprzeć inicjatywę, jaka się właśnie pojawiła, by pamięć o bohaterze antykomunistycznego podziemia uczcić w Białymstoku muralem. Ja właśnie wpłacam na kilka puszek farby, wpłaćcie i Wy!

https://zrzutka.pl/muralemzalupaszka

Mur(al)em za Łupaszką!

140 tysięcy dzieci zabitych, odkąd wyszedłem z kina. Recenzja filmu „Nieplanowane”

Tak już mam, że kino traktuję przede wszystkim jako rozrywkę. Wygodny dresik jest dla mnie preferowany nad strój wyjściowy (wiadomo, kino to nie teatr, więc o szczególnym szacunku dla aktorów myśleć nie trzeba), cola, popcorn – to standard, nawet gdy idę na co poważniejszy film. Idąc na „Nieplanowane” wiedziałem, że to nie będzie przyjemny film, raczej smutny i na drażliwy temat. Z kupna popcornu jednak nie zrezygnowałem, z przyzwyczajenia. Tyle że byłem w stanie go jeść tylko póki trwały reklamy i zwiastuny. Później, już nie przechodził przez gardło.

Zwiastun filmu „Nieplanowane”

Modlitwa nad beczką ze zwłokami

Jako trzydziestotrzyletni mężczyzna, w dodatku niewierzący, emocje pewnie powinienem umieć trzymać na wodzy. A jednak nie byłem w stanie powtrzymać łez oglądając chyba najbardziej przygnębiającą scenę tego filmu gdy młodzi chrześcijanie z ruchu pro-life stojąc pod płotem „kliniki” aborcyjnej prosili kierowcę ciężarówki odbierającej odpady medyczne, by pozwolił im się przez chwilę pomodlić nad beczkami w których znajdowały się zwłoki abortowanych dzieci. Dzieci nie tylko zamordowanych, ale odartych z godności osoby ludzkiej, przemielonych i przeznaczonych do utylizacji niczym zwłoki ofiar hitlerowskich obozów zagłady.

Kadr z filmu, cyt. za: https://www.christianpost.com/news/unplanned-birthed-faithful-prayer-40-days-for-life-founder.html

A jednak, mimo że pozytywni bohaterowie tego filmu to osoby wierzące, nie miałem wrażenia, by film starał się widza na siłę ewangelizować. Historia skupia się na dzieciach, którym przemysł aborcyjny odmawia człowieczeństwa i kobietach, którym propaganda aborcjonistów próbuje wmówić, że ich dziecko to „zlepek komórek”, który jeszcze nie jest człowiekiem. To może i jednak nowa perspektywa. Klientki „kliniki” to w większości przypadków (z wyjątkami, jak kobieta, która przychodzi zabić swoje dziecko w towarzystwie już narodzonej, kilkuletniej córki) osoby niedziałające w złej wierze, pełne wątpliwości, często poddawane presji ze strony bliskich by usunąć niechciany „problem”. I tak widzimy ojca przyprowadzającego córkę, by ta zabiła swoje dziecko. Dziewczyna waha się, widać że nie chce, ale dyrektor „kliniki” mówi jej, że to w porządku, że nic złego się nie stanie. Szybko dokonuje się płatność, po czym dziecko jest zabijane. Pojawiają się komplikacje, zagrażające życiu krwawienie młodej dziewczyny. Dyrekcja kliniki nakazuje jednak nie wzywać karetki, bo jej pojawienie się rozdrażniłoby ponoć protestujących pro-liferów przed wejściem. Po odratowaniu dziewczyny (ale oczywiście nie jej dziecka) wszyscy udają, że był to rutynowy zabieg.

Obozy zagłady Planned Parenthood

Ten film nie tylko przedstawia życie Abby Johnson – postaci autentycznej, która faktycznie była aborcyjną aktywistką, a później dyrektorem jednego z obozów zagłady (tzw. „kliniki aborcyjnej”), nieświadomej przez długi czas zła które czyni. Nie tylko przedstawia życie osoby, która współuczestniczyła w zamordowaniu 22 tysięcy dzieci kierując tą placówką, a sama zabiła dwoje własnych, zanim zrozumiała co czyni, przeszła wewnętrzną przemianę i żałowała swojej dotychczasowej „kariery”, aż wreszcie zaczęła bronić życia nienarodzonych. Film pokazuje jednocześnie proceder jakim kieruje się najbardziej zbrodnicza organizacja w dziejach Stanów Zjednoczonych, a może i świata. Planned Parenthood, korporacja (choć zarejestrowana jako NGO), której podstawowy biznes polega na zabijaniu dzieci nienarodzonych, korzysta z gigantycznego wsparcia przedsiębiorstw i lewicowych polityków, a także – za kadencji co bardziej lewicowych prezydentów – z funduszy publicznych, jednocześnie handlując śmiercią za pomocą agresywnego marketingu. W samym tylko zeszłym roku Planned Parenthood zamordowało ponad 330 tysięcy amerykańskich dzieci, czyli niewiele mniej niż liczy populacja miasta Honolulu na Hawajach. Jest to jednocześnie ponad połowa liczby ofiar całego amerykańskiego przemysłu aborcyjnego. W filmie słyszymy porównanie, czym dla Planned Parenthood jest zabijanie. Tak jak sieci fast food mają niskie marże na sprzedaży hamburgerów i wysokie na frytkach i napojach, tak „produktem” o niskiej marży jest dla nich antykoncepcja i edukacja seksualna, a tym o marży najwyższej, a więc najbardziej dochodowej – aborcja.

Główna strona organizacji Planned Parenthood i wyszukiwarka aborcyjnych obozów zagłady w USA

Kulisy zbrodni

„Nieplanowane” obnaża kulisy kilku metod aborcyjnych zbrodni. Główna bohaterka jedno ze swoich dzieci zabiła chirurgicznie, drugie farmakologicznie (z użyciem pigułki RU-486, co skończyło się u niej poważnymi powikłaniami). Obserwacja zabójstwa dziecka dokonanego u innej „pacjentki” metodą odsysania jest jednak dla niej szokiem. W filmie opowiedziane są też, choć bez tak realistycznych szczegółów jakie znamy z dokumentu „Niemy krzyk” czy wizualizacji, najbardziej brutalna, chiruriczna aborcja dziecka, którego ciało jest rozrywane i wyciągane po kawałku i wreszcie aborcja późna, polegająca na uśmierceniu niemal zdolnego do samodzielnego życia dziecka i wywołaniu porodu już zabitego.

„Nieplanowane” to film niełatwy, ale przemawiający do wyobraźni. Obnaża kłamstwa propagatorów aborcyjnego przemysłu, manipulacje, fakenewsy przedstawiane jako wiedzę objawioną. Życie ludzkie pokazywane jest takim, jakim jest, ale wizja ta kontrastuje z zaklęciami aborcjonistów mającymi na celu zagłuszyć sumienie. A zaklęcia te słyszymy nawet w Polsce, gdzie aborcje są relatywnie rzadkie, co dopiero powiedzieć o USA, gdzie ginie ponad 600 tysięcy dzieci rocznie.

Propaganda aborcjonistów jest wszechobecna tak jak wszechobecna była antysemicka propaganda nazistów w III Rzeszy czy antykapitalistyczna we wszystkich państwach komunistycznych. Lewicowe media pozujące na „naukowe” i „oświecone” przekonują przecież że „aborcja jest OK” i że to „bezpieczna procedura medyczna”, płód to „zlepek komórek”, rozrywane na kawałki dziecko „nic nie czuje” i w ogóle „nie jest jeszcze dzieckiem”. Gdy takie tezy ze strony lewicowego mainstreamu słyszymy na co dzień, wielu z nas przyjmuje je bezrefleksyjnie. Też gdy byłem młodszy, powagi zbrodni aborcji nie czułem. Do dziś mi się wypomina wywiad sprzed kilku lat dla jednego z prawicowych dziennikarzy, gdzie na pytanie o dopuszczalność aborcji odpowiedziałem niejednoznacznie, a i jeszcze parę lat później daleki byłem od stanowczego potępienia agresywnych feministek z Czarnych Protestów. Dopiero bliższe przyjrzenie się sprawie, krytyczna analiza „argumentów” aborcjonistów pozwoliły mi się opowiedzieć jednoznacznie po stronie pro-life. A przecież nie każdy ma czas i ochotę szczegółowo ten temat analizować.

Misja filmu

I tu właśnie jest potencjalnie ta największa rola tego filmu. Porusza – i ma poruszać – tym, że mówi prawdę. O życiu człowieka, o bezbronności ofiar aborcji ale i o tym, jak przemysł aborcyjny manipuluje matkami dla zysku kosztem życia ludzkiego (nie jest to więc zysk wolnorynkowy, którego jako wolnościowiec powinienem bronić), a postkultura i lewicowa ideologia – dla wygody. Popularność tego filmu ma szanse poruszyć sumieniami opinii publicznej, polityków, ale i matek, którym mogłoby przyjść kiedyś do głowy zabić swoje dziecko nie zdając sobie sprawy, że właśnie o zabójstwie tu mówimy. A popularność jest, co daje dużą nadzieję, duża. W kinie, do którego chciałem iść na warszawskim Gocławiu, wszystkie bilety były wyprzedane – najbliższe wolne miejsca znalazłem na Sadybie. Bilety z żoną kupiliśmy, choć i tam sala była praktycznie pełna. I choć zupełnym przypadkiem w fotelu obok mnie okazał się siedzieć znany dziennikarz jednego z prawicowych tygodników, mam nadzieję, że w gronie widzów przy tej ich liczbie byli i będą nie tylko już przekonani, ale także ci, których sumienia ten film dopiero poruszy.

Skrajna aborcjonistyczna lewica swoim zachowaniem pokazuje, że tak może się stać. Ataki ze strony Gazety Wyborczej i dodatku „Wysokie Obcasy” (to ten sam tytuł, w którym wcześniej lansowano hasło „aborcja jest OK”), gdzie autorzy na siłę próbują znaleźć „manipulacje” filmu (w rzeczywistości sami się ich dopuszczając), wreszcie stwierdzenia „oglądaliśmy, byście wy nie musieli” pokazują, że totalitarna lewica po prostu boi się tego filmu. I faktu, że ludzie mogą zrozumieć, że aborcja to morderstwo. Wyjątkowy już prymitywizm „satyrycznej” (cudzysłów, bo to satyra na poziomie poniżej Klaudii Jachiry) stronki AszDziennik (należącej do opiniotwórczego na lewicy NaTemat) żartującego „czy lepszy horror to „Nieplanowane” czy może „Dziecko Rosemary””) pozostawmy bez komentarza.

Ataki skrajnie lewicowego dodatku do Gazety Wyborczej p.t. „Wysokie Obcasy”

Obrzydliwe żarty portalu satyrycznego najniższych lotów

Od wyjścia z kina do napisania tej recenzji minęła już ponad doba. A cały czas myślę o tym filmie. Nie tylko o historii Abby Johnson, ale o problemie, którego dotyka. Liczę w myślach ile dzieci zamordowano na całym świecie tylko od tego czasu. Przy ponad 50 milionach aborcji rocznie daje to już jakieś 140 tysięcy. To tak jakby dziś bomba atomowa spadła na Zieloną Górę. A dzień wcześniej na Rybnik, dzień później na Rudę Śląską albo Bytom. I tak codziennie. I czy można coś zrobić, by powstrzymać tę rzeź? Rzeź, której liczba ofiar przekracza łączną liczbę zabitych przez komunizm i nazizm razem wzięte w mniej jak 3 lata? Nawet gdy piszę tę recenzję, w tym czasie gdzieś na świecie zamordowano kilka, kilkanaście tysięcy kolejnych dzieci. Ich matki też słyszały (i były święcie przekonane), że to nic takiego. A przecież to nie liczby, nie statystyki. To ludzie.

Do czego skłoni mnie ten film? Z pewnością do większego zaangażowania w ruchy obrony życia. W końcu dla mnie, libertarianina, granicę wolności jednostki wyznacza zasada nieagresji, którą to zasadę morderstwo niewinnych dzieci łamie w najbrutalniejszy możliwy sposób. Ale mam nadzieję, że przemówi też do polityków na całym świecie. Koniec przyzwolenia na morderstwa to priorytet numer jeden. Może nasz polski Trybunał Konstytucyjny przestanie chować głowę w piasek wobec aborcji eugenicznej. Może w Stanach Zjednoczonych Sąd Najwyższy uchyli Roe v. Wade. Chiny, w których aborcjoniści zabili więcej ludzi niż Mao – czy tam też jest nadzieja? Może na forum ONZ pomysły, by aborcję uznawać za „prawo człowieka” przestaną być traktowane jak akceptowalna propozycja, a zaczną, tak jak należy, za zbrodnię przeciw ludzkości? Jeden film tego nie zmieni, ale kropla drąży skałę.

„Nieplanowane” to jednak nie jest historia beznadziejna. Przeciwnie, film pomimo przedstawienia najbardziej odrażającej zbrodni z jaką zmaga się ludzkość daje też pozytywne przesłanie. Pokazuje sens działania środowisk pro-life. Wyzywani przez wojujące feministki obrońcy życia nie są tylko krzykaczami, których głos nic nie znaczy. Każda historia uratowanego przed aborcją dziecka tylko dzięki temu, że ktoś stał pod płotem aborcyjnego obozu śmierci i w ostatniej chwili przekonał albo przebłagał matkę, która przyjechała do „kliniki” zabić swoje dziecko, by jednak życie dziecka zdecydowała się ocalić – a może po prostu wymodlił właśnie pod tym płotem – to historia prawdziwego bohaterstwa. I te właśnie historie odnajdziemy nie tylko w tym filmie – odnajdujemy je codziennie na całym świecie wszędzie tam, gdzie proceder aborcyjny trwa.

Idźcie na ten film. Przygotujcie się na oglądanie w milczeniu. Bez popcornu.